Krótka odpowiedź
Ta mini-seria, wydana w sześciu zeszytach od lutego do lipca 1993 roku, jako pierwsza oddaje główną rolę Eddiemu Brockowi. Akcja toczy się w San Francisco: Venom broni tam społeczności bezdomnych przed deweloperem, a Life Foundation pobiera z niego nasienie symbionta, by wyhodować pięć kolejnych. To akt narodzin tej postaci jako antybohatera.
W lutym 1993 roku Marvel robi z tą postacią coś, na co wydawca nigdy wcześniej się nie zdecydował: daje jej własną serię. Do tamtej pory Eddie Brock funkcjonował wyłącznie jako antagonista w tytułach Spider-Mana — zagrożenie, które wraca, dostaje łupnia i odchodzi. Venom: Lethal Protector zmienia tę pozycję w sześciu zeszytach i po drodze wymyśla figurę, którą kino podchwyci dwadzieścia pięć lat później niemal bez zmian: potwora, który chroni.
Sześć zeszytów, które robią ze złoczyńcy głównego bohatera
Mini-seria ukazuje się od lutego do lipca 1993 roku. Scenariusz podpisuje David Michelinie, współtwórca postaci — to nie przypadkowy autor, któremu ktoś zlecił robotę, lecz ten, kto wydał ją na świat. Za rysunki: Mark Bagley bierze trzy pierwsze zeszyty, Ron Lim przejmuje ołówek w trzech ostatnich.
Punkt wyjścia zakłada umowę już zawartą. Eddie Brock i Spider-Man mają rozejm: Venom zostawia Petera Parkera w spokoju, o ile nikt nie będzie mu przeszkadzał w odejściu. Ten rozejm nie rodzi się w tej serii — przypieczętowano go kilka miesięcy wcześniej na łamach Amazing Spider-Man, a mini-seria startuje, traktując go jako fakt. Wiele streszczeń pomija ten szczegół, a on zmienia lekturę: nie patrzysz na pojednanie, patrzysz na to, co dawny wróg robi ze swoją wolnością.
Jeśli chcesz zrozumieć, skąd bierze się ta relacja, nasz artykuł o relacji z symbiontem sięga do początków czarnego kostiumu, a pełna historia Venoma odtwarza drogę Eddiego Brocka przed tą serią.
San Francisco i miasto pod miastem
Brock zostawia Nowy Jork i rusza do Kalifornii. Trafia tam na to, co opowieść nazywa podziemiami: społeczność bezdomnych osiadłą w części miasta pochłoniętej przez trzęsienie ziemi. Ludzi, którzy żyją pod ulicami, w budynkach wciąż stojących, tylko zasypanych.
Ta sceneria nie jest ozdobą. Daje Venomowi dokładnie to, czego brakowało mu, by przestać być złoczyńcą: niewinnych, których nikt inny nie broni. Postać nie robi się dobra, tylko zmienia cel. Na tym niuansie stoi cała opowieść — i dlatego w tytule pada śmiercionośny obrońca, a nie bohater.
Roland Treece, najzwyklejszy wróg tej serii
Zagrożeniem nie jest superzłoczyńca, lecz deweloper. Roland Treece, szef Treece International, chce wykurzyć mieszkańców podziemi pod pozorem projektu rewitalizacji. Prawdziwym motywem jest zapas złota zakopany pod miastem. Do wysiedlenia ludzi wysyła Diggers: ludzi w wiertniczych egzoszkieletach, uzbrojonych między innymi w działa dźwiękowe.
Wybór broni jest przemyślany. Dźwięk to historyczna słabość symbiontów, więc opowieść dostaje zwyczajnego przeciwnika, bez mocy, który potrafi przycisnąć Venoma sprzętem z budowy.
Sylwetka skrojona pod San Francisco
Zmiana geografii ma konsekwencję wizualną, którą rzadko się dostrzega. Nowy Jork należał do Spider-Mana; przenosząc Venoma na zachodnie wybrzeże, seria daje mu scenerie wyłącznie jego własne — mgłę, strome ulice, nabrzeża, zalane piwnice. Bagley, a po nim Lim, robią z tego plansze zupełnie inne niż w nowojorskich tytułach: masywny stwór gubi się w bieli, zamiast odcinać się od elewacji.
To ta sylwetka, a nie ta z wcześniejszych występów, została z nami na dobre: gruba postura, otwarta paszcza, język. Znajdziesz ją w tej samej formie na figurkach symbiontów i na gobelinach, trzydzieści lat później.
FIGURKI & KOLEKCJA
Figurka Spider-Man - Eddie Brock w transformacji
Eddie Brock uchwycony w środku przemiany: dokładnie ten obraz, w jaki ta seria zamieniła postać.
119.90 €
Zobacz →1993, czyli dokładny moment, w którym rynek się przechylił
Ta seria nie spada z nieba. Początek lat 90. to najbardziej spekulacyjny okres w dziejach komiksu: okładki z efektami, pierwsze zeszyty kupowane po dwa egzemplarze na odsprzedaż, nakłady większe niż wszystko, co to medium wcześniej widziało. Pierwszy zeszyt tej mini-serii dostaje okładkę holograficzną — kosztowny zabieg o jednym tylko celu: żeby kupowano przedmiot, a nie historię.
Postać pasuje do tej epoki jak ulał. Venom odhacza wszystko, czego domaga się publiczność 1993 roku: masywna sylwetka, wyszczerzone zęby, moralna dwuznaczność, nieskrywana przemoc. Tam, gdzie Spider-Man żartuje, Venom warczy. Ten kontrast tłumaczy sukces komercyjny nie mniej niż jakość opowieści — i tłumaczy też, dlaczego ikonografia tego okresu trzydzieści lat później nadal należy do najczęściej powielanych na koszulkach i plakatach.
Nasz artykuł o Torment opisuje dokładnie tę samą mechanikę wydawniczą trzy lata wcześniej i z tym samym skutkiem: przedmiot kolekcjonerski przebrany za opowieść.
Jury: kiedy ofiara potwora staje się łowcą
W drugim zeszycie debiutuje oddział, przy którym warto się na chwilę zatrzymać. Jury założył i sfinansował emerytowany generał Orwell Taylor. Jego motyw jest osobisty: jego najstarszy syn Hugh, strażnik w więzieniu Vault, został uduszony przez symbionta podczas ucieczki Venoma.

To najsubtelniejszy pomysł tej serii. Bierze na poważnie coś, co komiksy superbohaterskie zwykle omijają: ludzie, których potwory zabijają mimochodem, mają rodziny. Jury nie jest bandą przestępców — to ojciec i jego rekruci, którzy metodycznie wymierzają zemstę. A czytelnik, który dopiero co przyjął Venoma jako protagonistę, łapie się na tym, że kibicuje mu przeciwko ludziom mającym doskonałe powody, by go tropić.
To moralne odwrócenie przenika całą galerię wrogów Spider-Mana. Nasza strona o kultowych złoczyńcach pokazuje, jak nieszczelna jest tam granica między mścicielem a złoczyńcą, a nasz artykuł o Punisherze opisuje najbardziej radykalną wersję tej logiki.
Life Foundation i piątka potomków
Najbardziej znana część serii jest zarazem opowiadana najgorzej. Life Foundation nie powstała na potrzeby tej historii. Tą survivalową organizacją kieruje Carlton Drake, a sama fundacja pojawiła się pięć lat wcześniej, w marcu 1988 roku, na łamach Amazing Spider-Man — już wtedy pisanego przez Michelinie.
Drake chwyta Venoma i trzyma go w kuli dźwiękowej izolacji. Pobiera z niego nasienie symbionta, sztucznie doprowadza je do dojrzałości, a potem wyhodowuje cztery kolejne. Wszystkie pięć trafia do ochroniarzy fundacji. Opowieść po raz pierwszy pokazuje, że symbiont potrafi się rozmnażać na żądanie — pomysł, który będzie zasilał trzydzieści lat publikacji.
Pułapka pięciu imion
Wszędzie przeczytasz, że seria przedstawia Riot, Lasher, Agony, Phage i Scream. To nieprawda, a sam błąd jest pouczający: żaden z tej piątki nie zostaje nazwany w tych sześciu zeszytach. To symbionty w różnych kolorach, noszone przez bezimiennych agentów. Imiona pojawiły się później: najpierw dzięki serii figurek z połowy lat 90., potem skanonizowały je kolejne opowieści.
Inaczej mówiąc, spora część mitologii przypisywanej tej serii powstała już po niej, wstecz. Nasze portrety Riota i Shriek śledzą te postacie tam, gdzie naprawdę nabierają kształtu, a strona poświęcona Venomowi i symbiontom porządkuje całe to potomstwo. Po stronie przedmiotów ta rodzina ma zresztą swoje własne figurki symbiontów, wyraźnie odrębne od figurek Spider-Mana.
Zakończenie, którego Spider-Man nie pochwala
Piątka potomków nie zostaje pokonana w walce. Venom znajduje w laboratorium akcelerator metaboliczny — promień, który brutalnie je postarza i obraca w proch. Spider-Man moralnie sprzeciwia się jego użyciu. Venom mimo to go używa, zabijając symbionty i, wedle wszelkich pozorów, ich nosicieli.
Ta scena mówi o postaci wszystko. Właśnie przez sześć zeszytów chronił niewinnych, a problem zamyka masową egzekucją, na którą bohater stojący obok się nie zgadza. Kontrast jest zamierzony i prowadzi do pytania zasadniczego, które podejmuje nasz artykuł o odpowiedzialności: tych dwóch nie dzieli siła, lecz granica.
FIGURKI & KOLEKCJA
Figurka Spider-Man - Popiersie Venoma Premium
Popiersie, które oddaje szczękę i język — dwa detale narzucone przez McFarlane’a i utrwalone na stałe przez tę serię.
89.90 €
Zobacz →Ostatni zeszyt: walka we mgle, a potem ratunek
Szósty zeszyt jeszcze raz ustawia obie postacie przeciwko sobie, we mgle San Francisco, żeby zaraz potem kazać im współpracować. Razem powstrzymują Treece’a przed wysadzeniem podziemnego miasta.
Potem przychodzi gest, który uzasadnia tytuł serii: Venom posyła swojego symbionta w płomienie, żeby ocalić życie Treece’owi — człowiekowi, którego tropił przez sześć zeszytów. Nie oszczędza go z litości; ratuje go, bo pozwolenie komuś umrzeć nie mieści się już w tym, na co sobie pozwala. Seria kończy się przyjęciem Venoma jako oficjalnego obrońcy podziemi, z jednym znaczącym wyjątkiem: wielebny Rakestraw nie potrafi się z tym pogodzić. Spider-Man wraca natomiast do Nowego Jorku przekonany, że Brock dotrzyma słowa.
Co ta seria uruchomiła
Sukces komercyjny ma bezpośrednią i mierzalną konsekwencję: między 1993 rokiem a końcem lat 90. Marvel wypuszcza jedna po drugiej siedemnaście serii limitowanych o Venomie. Wydawca woli mnożyć mini-serie, niż dać postaci serię regularną — strategia, która całkiem dobrze oddaje ówczesną ostrożność wobec protagonisty bez kodeksu moralnego.
Najbardziej widoczne dziedzictwo leży gdzie indziej. Film z 2018 roku czerpie przede wszystkim z tej mini-serii oraz z Planet of the Symbiotes, przejmując Carltona Drake’a, Life Foundation i jednego z piątki potomków — a przy tym usuwając Spider-Mana z równania. Tytuł kontynuacji z 2021 roku wprost powtarza nawet wyrażenie lethal protector.
Przy okazji uwaga na częstą pomyłkę: w filmie nosicielem symbionta Riot jest Carlton Drake. W komiksach Drake nigdy nie nosi symbionta — jest zleceniodawcą, tym, kto finansuje i pobiera. Nasze zestawienia niespójności wracają do takich rozbieżności między stroną a ekranem.
Dlaczego Eddie Brock działa tam, gdzie inni zawodzą
Wielu złoczyńców dostało w latach 90. własną solową serię. Prawie żadna nie przetrwała. Ta się utrzymała, bo postać opiera się na sprzeczności, którą czytelnik chwyta od razu: Eddie Brock szczerze wierzy, że stoi po stronie dobra. Nie widzi w sobie potwora, widzi mściciela — a to symbiont, nie on, czyni jego metody nie do obrony.
To przekonanie zmienia wszystko. Złoczyńcę, który wie, że czyni zło, czyta się szybko; człowieka przekonanego, że zabijając, postępuje słusznie, czyta się latami. To także sprawia, że duet ze Spider-Manem da się eksploatować bez końca: chcą tego samego i nie mogą pracować razem. Nasz artykuł o Eddiem Brocku i Peterze Parkerze drąży tę paralelę, a portret Cletusa Kasady’ego pokazuje, czym staje się ta formuła, gdy odjąć dobrą wiarę.
Antybohater, zanim to słowo stało się gatunkiem
Słownictwo od tamtej pory się zmieniło. W 1993 roku protagonista, który zabija przeciwników, jest wydawniczą anomalią; dziś jest standardem. Tę serię czyta się więc jak punkt przełomu: zakłada, że czytelnik potrafi śledzić kogoś, czyich czynów nie pochwala — i ten zakład wygrywa. Całe potomstwo symbiontów, aż po figurki Carnage’a i Toxina, mieści się w tym pierwotnym zakładzie.
Czy warto ją dziś czytać?
Tak, pod warunkiem że wiesz, po co ją bierzesz. Pisarskiego arcydzieła tu nie ma: dialogi są przestarzałe, skorumpowany deweloper to karykatura, a tempo rozwleka się w trzecim zeszycie. To jednak dokument założycielski pewnego przełomu — dokładny moment, w którym złoczyńca z drugiej ligi staje się samodzielną własnością.
Czyta się ją też jak kapsułę lat 90.: holograficzna okładka pierwszego zeszytu, graficzna licytacja, ówczesny apetyt na antybohaterów. Nasz artykuł o Torment opisuje tę samą mechanikę wydawniczą trzy lata wcześniej, a nasze zestawienie na start podpowiada, od którego tomu zacząć ten okres. Z kolei przegląd wielkich sag umieszcza ją w całej chronologii.
Jeśli wolisz tę epokę wieszać na ścianie, niż ją czytać, czarny kostium i jego potomkowie mają osobne miejsce na plakatach i koszulkach, a gobeliny pozwalają zakryć nimi całą ścianę bez remontu.
KOSZULKI
Koszulka Spider-Man Logo Symbionta
Pajęcze logo w wersji symbionta — to, które przetrwało wszystkie epoki od 1984 roku.
39.90 €
Zobacz →Gdzie plasuje się w mitologii symbiontów
Ta mini-seria zajmuje pozycję przełomową, którą warto umiejscowić. Przed nią symbiont jest wypadkiem: strojem przywiezionym skądinąd, odrzuconym przez Spider-Mana, przechwyconym przez wściekłego dziennikarza. Po niej jest gatunkiem — zdolnym się rozmnażać, seryjnie zajmować nosicieli, mieć potomstwo, a więc i historię.
Wszystko, co Marvel wydał później na ten temat, wynika z tego przełomu. Planet of the Symbiotes zamienia ten gatunek w inwazję dwa lata później, Maximum Carnage pokazał wcześniej, co daje potomek bez hamulców, a Knull ostatecznie wymyśli im boga stwórcę. Bez dowodu z 1993 roku — symbiont potrafi stworzyć kolejne — żadna z tych historii nie miałaby fundamentu.
To też tłumaczy, dlaczego ta gałąź ma dziś własny dział, odrębny od działu Spider-Mana. Strona poświęcona symbiontom porządkuje całą rodzinę, a wybór prezentów obejmuje pewniaki dla czytelnika, który zna już tę serię.
Co warto zapamiętać
Sześć zeszytów, od lutego do lipca 1993 roku, napisanych przez współtwórcę postaci. Społeczność bezdomnych do obrony, deweloper w roli wroga, oddział mścicieli pod wodzą pogrążonego w żałobie ojca i pięć symbiontów, których seria ani razu nie nazywa. Na koniec potwór, który ratuje człowieka, którego tropił.
To nie najlepsza historia Venoma, ale ta, bez której nie istniałyby pozostałe. Jeśli chodzi o dalsze losy postaci, odkupienie Eddiego Brocka jako Anti-Venom przedłuża dokładnie tę trajektorię, a historia Knulla pokazuje, jak daleko wydawca ostatecznie popchnął mitologię otwartą właśnie tutaj.
