index

Istnieje kategoria złoczyńców, o których miłośnicy komiksu mówią ze szczególną czułością — postacie, które nigdy nie dostały światła Zielonego Goblina czy Doctora Octopusa, ale których podziemna mitologia fascynuje każdego, kto odważy się kopać głębiej niż kultowe okładki. Jackson Arvad, alias Will-o-the-Wisp, należy do tego dyskretnego bractwa. Błyskotliwy naukowiec, ofiara przemysłowego wypadku, zmieniony w widmo z czystej energii, niezdolny dotknąć osoby, którą kocha — jest mniej wrogiem, a bardziej filozoficznym pytaniem wcielonym w cyjanowy kostium drugoplanowego superzłoczyńcy z lat siedemdziesiątych.

Jego historia w skrócie przypomina dawny mit przepisany słownikiem fizyki kwantowej. Ale za półprzezroczystą sylwetką i widmową peleryną kryje się postać o rzadkiej złożoności moralnej, zdolna przechodzić od złoczyńcy do antybohatera w kilku kadrach, której wystąpienia z dziwną konsekwencją przewijają się przez prace Stana Lee, Johna Byrne'a i J. Michaela Straczynskiego. Ten artykuł jest aktem rehabilitacji: chodzi o to, by oddać Jacksonowi Arvadowi utracone światło i wyjaśnić, dlaczego jego współczesny powrót byłby jedną z najlepszych możliwych decyzji wydawniczych dla naukowej galerii Spider-Mana.

Naukowa geneza: Brand Corporation i wypadek o jeden za dużo

Jackson Arvad debiutuje w Marvel Team-Up #36, napisanym przez Gerry'ego Conwaya w 1975 roku, w czasach, gdy Marvel różnicuje drugoplanowych złoczyńców, by rozbudować i tak już nasyconą rogue gallery. Zawodowa przeszłość wyróżnia go od razu: Arvad nie jest przekwalifikowanym przestępcą ani gotowym na wszystko aktywistą, tylko badaczem fizyki cząstek zatrudnionym przez Brand Corporation, fikcyjną spółkę zależną Roxxona, słynącą z etycznie wątpliwych badań. Jego specjalność? Manipulacja polami magnetycznymi w celu stabilizowania materii na poziomie atomowym — teren bliski temu, który zgłębia Mark Raxton przed swoim własnym rozżarzonym wypadkiem.

Wypadek zdarza się późnym wieczorem, gdy Arvad testuje prototyp jednostki do przechowywania energii. Jego przełożony, James Melvin, odmawia przerwania eksperymentu mimo anomalii wykrytych przez czujniki. Jednostka wybucha. Ciało Jacksona Arvada nie umiera, tylko się przeobraża: jego atomy tracą spójność i zaczynają swobodnie oscylować między stanem stałym a gazowym, uwięzione w niestabilnym stanie kwantowym, który utrzymać potrafi jedynie pas magnetyczny. Bez tego pasa Arvad rozpływa się w powietrzu jak błędny ognik — stąd jego imię i najczęstszy francuski przydomek.

Mitologię Will-o-the-Wispa czyni tak mocną oczywista analogia z innymi przemysłowymi tragediami uniwersum Marvela. Fascynacja naukowcami zniszczonymi przez własne eksperymenty przewija się przez całą galerię cosplayową złoczyńców Spider-Mana, od Curta Connorsa, ofiary własnego serum regeneracyjnego, po Milesa Warrena strawionego przez własny geniusz klonowania. Arvad dzieli z nimi wspólną genealogię: ludzi, którzy chcieli zrozumieć materię, a sami stali się materią.

Moce: co znaczy żyć jako chmura energii

Na papierze zdolności Jacksona Arvada wyglądają jak wybuchowy koktajl. Potrafi stać się niematerialny, przenikać przez ściany, unosić się w powietrzu, uwalniać piorunujące wyładowania elektryczne, hipnotyzować przeciwników samym migotliwym spojrzeniem i wytwarzać ofensywne pola magnetyczne dość silne, by odepchnąć takiego wojownika jak sam Adrian Toomes. Przy pierwszej lekturze wygląda to na fuzję Visiona, Magneto i Mysteria — i właśnie to czyni Arvada tak osobliwym w siatce mocy Marvela.

Ale ta siatka kryje zasadniczą drugą stronę. Każda moc Arvada jest przywiązana do warunku stabilności. Bez magnetycznego pasa przytrzymującego jego cząsteczki rozpraszają się i traci zdolność skoordynowanego działania. Jeśli przesadzi z wyładowaniem, spala część własnej spójności. Jeśli przeniknie przez zbyt gęsty obiekt, ryzykuje całkowity rozpad. A przede wszystkim — najbardziej tragiczny szczegół całego arsenału — fizycznie nie może dotknąć człowieka, nie zabijając go natychmiast wyładowaniem. Żadnego kontaktu, żadnego uścisku, żadnego pocałunku. Złoczyńca, który ma wszystko, by zostać bohaterem, żyje w duchowej klatce Faradaya.

Ta mechanika zbliża się, nigdy jej nie dorównując, do tragicznego piękna, jakie Stan Lee wpisał w niejednoznaczną psychologię Sandmana albo w szklaną samotność, jaką jest Quentin Beck zamknięty w swoim akwarium iluzji. Jest w tym pomyśle coś głęboko marvelowskiego: dać postaci spektakularne moce tylko po to, by tym skuteczniej odebrać jej to, co czyni życie znośnym. Arvad ilustruje tę doktrynę w stopniu rzadko spotykanym, przewyższonym być może jedynie przez los, jaki spotkał Curta Connorsa przemienionego w Lizarda i niezdolnego zobaczyć rodziny, nie rozdzierając jej.

Kluczowe wystąpienia: od pierwszej walki po stopniową rehabilitację

Droga wydawnicza Will-o-the-Wispa to trajektoria postaci, która nie zgadza się być tylko złoczyńcą-wypełniaczem. W pierwszym wystąpieniu mierzy się ze Spider-Manem i Thingiem w intrydze, w której desperacko szuka naukowego sposobu na ustabilizowanie ciała. Spider-Man pokonuje go z trudem, ale opowieść już wtedy podkreśla, że Arvad nie ma prawdziwie przestępczych zamiarów: kradnie, by sfinansować własne badania medyczne, w logice bliskiej tej, którą później przyjmie Phineas Mason jako milczący płatnerz nowojorskiego półświatka.

W latach osiemdziesiątych John Byrne sięga po tę postać w Marvel Team-Up #84, przeciwstawiając go jeszcze młodemu Spider-Manowi w mroczniejszej intrydze. Arvad pojawia się tam jako zjawa szukająca zemsty na Brand Corporation, co po raz pierwszy wpisuje jego sylwetkę w długą linię złoczyńców motywowanych sprawiedliwością wobec przemysłu, obok takich postaci jak Aleksei Sytsevich sprowadzony do swojego pancerza czy Dimitri Smerdyakov pozbawiony twarzy. Byrne dokłada warstwę: Will-o-the-Wisp używa hipnozy, by skonfrontować Spider-Mana z jego własnymi lękami, w scenie o niemal onirycznej intensywności.

Najambitniejsza historia tej postaci przychodzi na łamach The Amazing Spider-Man spod pióra J. Michaela Straczynskiego. Arvad spotyka tam badaczkę z Empire State University, która być może potrafi ustabilizować jego ciało. Po raz pierwszy od przemiany dostrzega możliwość powrotu do ludzkiego życia. Wątek nigdy nie zostanie w pełni domknięty, ale wyznacza etap: Jackson Arvad nie jest już tylko półprzezroczystą sylwetką, stał się postacią z biografią, nadziejami i żalami — porównywalną w tym sensie z tym, co reprezentuje Martha Connors i ciężar rodzin złamanych przez naukę.

Ostatnio Will-o-the-Wisp wraca na krótko w wątkach powiązanych z tym, co przyniósł Superior Spider-Man Otta Octaviusa, gdzie jego widmowa natura zostaje wykorzystana do miejskich intryg kryminalnych, w mechanice narracyjnej bliskiej tej, którą Brian Michael Bendis stosował, by przywracać drugoligowych złoczyńców na ulice Hell's Kitchen.

DEKORACJA ŚWIETLNA — LAMPA NEONOWA

Lampe néon Spider-Man araignée pour décoration chambre gaming

Lampa Neonowa Spider-Man Pająk

79,90 €

Idealne mrugnięcie okiem do Jacksona Arvada w komiksowym kąciku do czytania: widmowa poświata, która zamienia pokój w hołd dla energetycznych sylwetek z rogue gallery.

Zobacz →

Psychologia: człowiek, który nie mógł już dotykać

Kiedy oddzielisz Jacksona Arvada od jego arsenału mocy i spojrzysz wyłącznie na człowieka, zostaje postać zamieszkana przez samotność. Arvad nie jest zły z okrucieństwa, chciwości ani ideologii. Jest zły z braku innej opcji, bo nie istnieje już w zwykłej tkance społecznej. Nieliczne kadry, w których widzimy go w kontakcie z człowiekiem nastawionym przyjaźnie, pokazują człowieka spętanego, obliczającego każdy centymetr fizycznego dystansu, odmawiającego sobie czułych gestów ze strachu, że zabije drugą osobę.

Motyw niedotykalności wybrzmiewa w mitologii superbohaterskiej ze szczególną siłą. Rogue z X-Menów dzieli część tej klątwy. Ale Arvad przesuwa suwak dalej: nie ma nawet możliwości nauczyć się kontrolować dotyku, bo samo jego ciało nie jest już stabilne. Nie może trenować, nie może się przystosować, może tylko przyjąć trwały stan granicy. Pod tym względem jego łuk psychologiczny rozmawia na odległość z tym, co przechodzi Kaine, tragiczny klon skazany na degenerację komórkową, albo z trajektorią, jaką jest Stunner, wirtualna kochanka Doctora Octopusa uwięziona w cyfrowym ciele.

W wywiadzie udzielonym amerykańskiemu fanzinowi w latach dwutysięcznych Gerry Conway miał wyjaśnić, że myślał o Will-o-the-Wispie jako o metaforze współczesnej samotności w laboratoriach badawczych: tych badaczy, którzy spędzają noce sami z maszynami, w końcu wolą towarzystwo cząstek od towarzystwa kolegów i niepostrzeżenie osuwają się w rodzaj zawodowego zamknięcia w sobie. Arvad, metaforycznie rzecz biorąc, nigdy nie wyszedł ze swojego laboratorium. Cyjanowy kostium i peleryna to tylko poetycka dramatyzacja tego stanu.

Jego miejsce w nieznanej rogue gallery

Rogue gallery Spider-Mana ma kilka warstw. Na szczycie jest arystokracja wielkich, powracających wrogów — twarze, które zna każdy, nawet jeśli nigdy nie otworzył komiksu. Potem przychodzi warstwa pośrednia solidnych złoczyńców, którzy pojawiają się w grach wideo i kreskówkach. A na samym dole, w kategorii, dla której najlepiej pasuje nazwa nieznana rogue gallery, znajdują się takie postacie jak Will-o-the-Wisp, których wierność w pojawianiu się rozciąga się na cztery dekady, ale które nigdy nie doczekały się awansu do mediów głównego nurtu.

Ta nieznana rogue gallery zasługuje na własne opracowanie wydawnicze, a niedawna rehabilitacja Stegrona w rozmowach fanów dowodzi, że istnieje realny apetyt na te zapomniane postacie. Obok Arvada znajdziesz Goga, potworne stworzenie, mrocznych spadkobierców takich jak Ana Kravinoff czy Alyosha Kravinoff, i całą kohortę drugoplanowych zagrożeń, które kolekcja figurek Spider-Man powinna honorować częściej.

Dlaczego Will-o-the-Wisp nigdy się nie przebił? Odpowiedź to zapewne wiązka powodów wydawniczych. Jego projekt jest mniej czytelny na pierwszy rzut oka niż Zielony Goblin czy Doctor Octopus z czterema mechanicznymi ramionami. Jego moc, niematerialność, jest trudna do animowania i powtarza się u innych, bardziej widocznych postaci. A przede wszystkim jego łukowi psychologicznemu brakuje kultowego pojedynku z Peterem Parkerem: Arvad nigdy nie zmierzył się ze Spider-Manem w opowieści, którą czytelnicy wskazaliby jako szczyt — inaczej niż Kraven, którego ostatnie polowanie przedefiniowało gatunek.

SZTUKA NA ŚCIANĘ — NEONOWE PŁÓTNO

Affiche peinture sur toile Spider-Man en néon pour décoration murale

Plakat Obraz na Płótnie Spider-Man w Neonie

24,90 €

Dokładnie estetyka Jacksona Arvada po przemianie: półprzezroczysta sylwetka, widmowa paleta, energia, która zdaje się uciekać z ramy. Obiekt, który przemówi do fanów rzadkich złoczyńców.

Zobacz →

Dlaczego zasługuje na współczesny powrót

Argument za ambitnym powrotem Will-o-the-Wispa da się sprowadzić do kilku punktów, które warto wyłożyć jasno. Po pierwsze, jego projekt jest plastycznie bardzo współczesny. Postać z cyjanowej energii, niematerialna, zdolna do spektakularnych manifestacji elektromagnetycznych, idealnie nadaje się pod techniki animacji i efekty wizualne współczesnego kina. Sekwencja, w której Miles Morales używa swoich mocy elektrycznych w Into the Spider-Verse, pokazała, że umiemy rysować niewidzialne.

Po drugie, jego łuk emocjonalny jest skalibrowany pod wrażliwość dzisiejszej publiczności. Jackson Arvad to w gruncie rzeczy postać cierpiąca na spotęgowaną formę zawodowej izolacji — temat wyjątkowo obecny w popkulturze lat dwudziestych. Jego samotność nie jest samotnością mizantropa, tylko człowieka, który nie ma już dostępu do obecności innych; sytuacja, którą miliony widzów rozumieją intuicyjnie od czasu pandemicznych lockdownów.

Wreszcie jego logika narracyjna pozwala pisać historie, na jakie nie pozwala równie dobrze żaden inny złoczyńca z rogue gallery. Opowieść, w której Spider-Man musi powstrzymać Arvada przed pochłonięciem energii całej elektrowni, by ostatecznie ustabilizować swoje ciało, stawia wzorcowy dylemat moralny: nie pozwolić antagoniście znów stać się człowiekiem za cenę zbiorowej katastrofy. To rodzaj intrygi, jaką Dan Slott potrafił wykorzystać w Ends of the Earth i którą dyptyk Dying Wish doprowadził do szczytu.

Porównanie ze współczesnymi widmowymi złoczyńcami

Will-o-the-Wisp nie jest sam w kategorii złoczyńców widmowych czy energetycznych. Ale metodyczne porównanie pokazuje, co go wyróżnia. Z Visionem dzieli ideę ciała z niestabilnej materii, tylko że Vision ma stabilny mózg pozytronowy i jasną tożsamość, podczas gdy Arvad nieustannie oscyluje między rozproszeniem a spójnością. Dzieli z kolei archetyp, jaki ucieleśnia Miles Warren, naukowiec złamany przez własne odkrycie, ale Jackal szuka władzy poprzez swoje klony, podczas gdy Arvad szuka wyłącznie stabilności.

Szerzej, Arvad należy do rodziny postaci, które amerykańskie komiksy mnożyły od lat sześćdziesiątych: to przypadkowi ocaleni — mężczyźni i kobiety uwikłani w wybuchy laboratoriów, wycieki radioaktywne, awarie technologiczne, którzy wyszli z tego z przepisanym na nowo ciałem. Do tej rodziny należą Jennix i jego rola genetycznego architekta wśród Inheritors, część członków rodu, jakim jest dynastia Spencera Smythe'a i jej Spider-Slayers, i cała kohorta złoczyńców, którzy na starcie wcale nie chcieli nimi zostać.

W tej rodzinie Arvada wyróżnia całkowity brak agendy. Curt Connors chce znów być człowiekiem. Mark Raxton chce zgasić swój ogień. Norman Osborn chce zapanować nad Nowym Jorkiem. Arvad chce po prostu móc położyć komuś rękę na ramieniu, nie zabijając go. To skromność jego celu czyni tę postać tak uniwersalną: nie prosi o władzę, prosi o możliwość kontaktu — i właśnie tego odmawia mu sama fizyka.

Dzieło, które czeka na wielkiego autora

Dla współczesnego scenarzysty szukającego wyzwania Will-o-the-Wisp to rzadki plac zabaw. Materiał źródłowy jest solidny, ale nie przesycony: kilkadziesiąt wystąpień rozłożonych na pięćdziesiąt lat — dość, by dać ciągłość, za mało, by zakuć nowości w gorset. Postać ma natychmiast czytelny projekt, poetyckie nazewnictwo (Will-o-the-Wisp, błędny ognik, światło, które błądzi) i mechanikę mocy dość bogatą, by uzasadnić kilka historii bez powtórek.

Bez trudu wyobrazisz sobie, co z Arvadem zrobiłby Tom King, ten sam, który zamienił Visiona w psychologiczne arcydzieło u DC. Albo co zbudowałby Jonathan Hickman, wpisując postać w szerszy naukowy fresk, może badając etyczne konsekwencje eksperymentów Brand Corporation na innych zaginionych pracownikach. Albo co wniósłby Saladin Ahmed w kwestii głębi tożsamościowej, zgłębiając pytanie, co znaczy być ciałem, gdy nie ma się już ciała.

Kontrast z innymi tragicznymi złoczyńcami z rogue gallery jest pouczający. Venom przeszedł własną drogę przez pustynię, zanim stał się kulturową ikoną. Historia Jean DeWolff przedefiniowała miejsce miejskiego kryminału na łamach Spider-Mana. Will-o-the-Wisp wciąż czeka na swój moment, swojego Visiona, swoje Kraven's Last Hunt, swoją założycielską historię, która przeniosłaby go z przypisu do rangi postaci uznanej.

PLAKAT KOMIKSOWY — RETRO

Affiche Spider-Man rétro comics BD style années 70 80

Plakat Spider-Man Retro Komiks

22,90 €

Dokładnie estetyka zeszytów Marvel Team-Up, w których pojawił się Will-o-the-Wisp — idealna, jeśli polujesz na drugoligowych złoczyńców z lat siedemdziesiątych w kolekcji plakatów Spider-Man.

Zobacz →

Dziedzictwo i kulturowa pamięć

Jeśli Will-o-the-Wisp nie podbił szerokiej publiczności, to jednak nie zniknął. Jego punktowe pojawienia w grach wideo (m.in. przelotna sylwetka w niektórych spin-offach), cameo w kreskówkach z lat dziewięćdziesiątych i regularna obecność w marvelowskich handbookach utrzymują minimalną widoczność. Jak na postać, która nigdy nie dostała dużej okładki, to i tak sporo. Przede wszystkim jego nazwa krąży w społecznościach kolekcjonerów jak hasło między wtajemniczonymi — tymi, którzy wiedzą, że prawdziwa rogue gallery Spider-Mana nie ogranicza się do sześciu kultowych twarzy, tylko rozciąga się na kilkadziesiąt drugoplanowych postaci.

Może nadszedł moment, by pchnąć to uznanie dalej. Wydawcy Marvela pokazali ostatnio, że potrafią dowartościować zapomniane postacie, czego dowodzi uwaga mediów poświęcona temu, czym była wydawnicza resurekcja Doctora Octopusa jako Superior Spider-Mana albo ponowne wydobycie Stunner jako tragicznej figury wirtualnego klonowania. Will-o-the-Wisp ma wszystkie atuty, by skorzystać z podobnej operacji: mocny projekt, skalibrowany łuk emocjonalny, lukę w siatce publikacji i uśpioną publiczność gotową wsiąść do pociągu, o ile dostanie ambitną opowieść.

Jeśli chcesz odkryć Jacksona Arvada na własną rękę, naturalnym punktem wejścia pozostaje Marvel Team-Up #36, a potem run Johna Byrne'a. Bardziej wyrobieni fani mogą następnie tropić rozproszone odniesienia na łamach The Amazing Spider-Man, równolegle z innymi klasycznymi wycieczkami po drugoplanowej rogue gallery, od przełomowej historii Kraven's Last Hunt po nowsze wyprawy kosmiczne. A jeśli kolekcjonujesz figurki rzadkich złoczyńców, warto regularnie zaglądać do kolekcji lamp Spider-Man i do kolekcji plakatów Spider-Man — często trafisz tam na tematyczne edycje, które oddają hołd widmowym sylwetkom z katalogu.

Jackson Arvad zasługuje na więcej niż przypis. Zasługuje na wielkiego autora, wielką opowieść i wielkie wyjście. Czekając na ten moment, wciąż nawiedza marginesy rogue gallery jak prawdziwy błędny ognik: widoczny przez chwilę, zniknięty w następnej, ale nigdy do końca zgaszony. I być może właśnie to jest los najwierniejszy jego postaci, jaki mógł mu przypaść.

zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed publikacją

🕸️ Odkrywaj dalej uniwersum Spider-Mana