index

Odpowiedź w skrócie

Torment to pierwszy cykl Todda McFarlane'a o Spider-Manie, opublikowany w pięciu pierwszych zeszytach serii uruchomionej w sierpniu 1990 roku. McFarlane odpowiada tu zarówno za scenariusz, jak i za rysunki, a bohaterowi przeciwstawia Lizarda sterowanego przez kapłankę Calypso. Pierwszy zeszyt rozszedł się w około 2,5 miliona egzemplarzy — to rekord, który rozpętał spekulacyjną bańkę lat 90.

W sierpniu 1990 roku Marvel podejmuje nietypowe ryzyko: powierza cały tytuł rysownikowi, dając mu pełną władzę nad scenariuszem. Rysownik nazywa się Todd McFarlane, ma dwadzieścia dziewięć lat i właśnie spędził dwa lata przy serii Amazing Spider-Man, w której jego kreska już wywróciła do góry nogami sposób przedstawiania tej postaci. Nowy tytuł nazywa się po prostu Spider-Man. Jego pierwszy cykl nosi tytuł Torment, ciągnie się przez pięć zeszytów i staje się jednym z najlepiej sprzedających się obiektów w historii komiksu.

Sierpień 1990: Marvel oddaje klucze swojemu gwiazdorskiemu rysownikowi

Żeby zrozumieć, czym jest ten cykl, trzeba znać kontekst. Pod koniec lat 80. McFarlane rysuje Amazing Spider-Man i narzuca nową sylwetkę: powykręcane pozy, ogromne oczy maski, a przede wszystkim pajęczyny rysowane jak organiczne sploty, a nie jak regularne kratownice odziedziczone po tym, co robili Steve Ditko i John Romita Sr.. Ten pozornie błahy graficzny detal staje się jego znakiem rozpoznawczym.

Marvel proponuje mu wtedy coś, co dostaje niewielu rysowników: czwarty miesięczny tytuł poświęcony tej postaci, którego byłby jednocześnie autorem i ilustratorem. Zespół redakcyjny jest wąski — Rick Parker odpowiada za liternictwo, Bob Sharen za kolory w trzech pierwszych zeszytach, sam McFarlane w czwartym, Gregory Wright w piątym, Jim Salicrup za redakcję. Pięć odcinków ukazuje się od sierpnia do grudnia 1990 roku.

To, co kupuje Marvel, nie jest historią. To nazwisko. I McFarlane doskonale o tym wie: buduje Torment jak pokaz możliwości, a nie jak klasyczną opowieść. Ten graficzny popis do dziś zasila motywy sprzedawane w sklepach, od plakatów po gobeliny.

Fabuła: Lizard, Calypso i pościg w kanałach

Fabułę da się streścić w kilku linijkach. Lizard ponownie pojawia się w Nowym Jorku i dopuszcza się serii morderstw, które zupełnie do niego nie pasują. Człowiek ukryty pod potworem, doktor Curt Connors, zawsze był tragicznym uczonym — naukowcem, który traci kontrolę nad własnym dziełem, nigdy metodycznym mordercą. To przesunięcie napędza cały cykl i niepokoi tym bardziej, że znasz już cenę, jaką zapłaciła jego rodzina, poczynając od jego żony Marthy.

Bohater wkracza do akcji i zostaje pokonany. Lizard truje go i zrzuca ze szczytu budynku. To druga niespodzianka: Spider-Man spędza sporą część tej historii osłabiony, w gorączce, niezdolny do trzeźwego myślenia. Potem okazuje się, że Calypso, kapłanka wudu związana z otoczeniem, które tworzył Kraven Łowca, hipnotyzuje Lizarda i popycha go do zabijania.

Finał pokazuje, jak bohater pokonuje oboje, sądząc przy tym, że Lizard umiera od skutków władzy, jaką ktoś sprawował nad jego mózgiem. Rozwiązanie jest krótkie, wręcz odbębnione. Kto szuka gęstej intrygi, wyjdzie z lektury rozczarowany — i jest to zarzut stawiany temu cyklowi nieprzerwanie od ponad trzydziestu lat.

Atmosfera zamiast intrygi

To, co Torment naprawdę osiąga, leży gdzie indziej. Cykl działa jak horror: mało dialogów, całe strony bez tekstu, obsesyjnie powtarzane słowo doom w formie onomatopei, kadry, w których Lizard pojawia się tylko fragmentami. Lektura jest fizyczna, a nie narracyjna. To świadomy wybór i to on tłumaczy, dlaczego ten cykl do dziś dzieli czytelników.

Żeby umieścić ten wybór w historii postaci, porównaj go z cyklami, które stawiają na dramaturgię: If This Be My Destiny, śmierć Gwen Stacy czy Kraven's Last Hunt. Te trzy opowiadają. Torment za to pokazuje.

FIGURKI & KOLEKCJA

Figurine Spider-Man

Figurka Spider-Man

Dynamiczna poza, którą McFarlane narzucił postaci, przeniesiona w trzeci wymiar — do gabloty.

69.90 €

Zobacz →

Co ten cykl zmienił w sposobie rysowania bohatera

Graficzne dziedzictwo to prawdziwy wkład tych pięciu zeszytów. Zadomowiły się w nim na dobre trzy elementy, które odnajdziesz dziś zarówno w komiksach, jak i na plakatach filmowych oraz na plakatach sprzedawanych w sklepie.

Organiczne pajęczyny

Przed McFarlane'em pajęczyny były czystymi, geometrycznymi liniami kreślonymi pod linijkę. U niego stają się włóknistymi, nieregularnymi, niemal żywymi masami. Zabieg kosztuje ogrom czasu przy rysowaniu, ale daje postaci fakturę, jakiej nikt wcześniej nie próbował. Ten znak rozpoznawczy rozszedł się daleko poza twórczość samego autora.

Oczy maski

McFarlane powiększa białe soczewki maski tak, że zajmują pół twarzy, i deformuje je zależnie od emocji. Maska staje się wyrazista, choć w ogóle się nie porusza — sztuczka, którą przejęły od tamtej pory animowane adaptacje i repliki masek.

Niemożliwe pozy

Przykucnięty na latarni, tors skręcony o sto osiemdziesiąt stopni, kończyny podwinięte jak u pająka: sylwetka przestaje być ludzka. To prawdopodobnie najbardziej widoczny i najczęściej naśladowany wkład tamtego okresu. Współczesne figurki kolekcjonerskie wciąż noszą jego ślad.

To wizualne słownictwo rozeszło się później po całym medium. Wyprzedza o krok graficzne narodziny postaci, jaką jest Venom — jej ostateczny wygląd, z przesadzoną szczęką, zwisającym językiem i bezkształtną czarną masą, ustalił McFarlane, wychodząc od kostiumu symbionta wprowadzonego w The Alien Costume Saga.

PLAKATY & OBRAZY

Poster Spider-Man Retro

Plakat Spider-Man Retro

Retro kreska lat 90. w ramie: format ścienny, ostry druk, do powieszenia nad biurkiem.

16.90 €

Zobacz →

Sukces komercyjny i bańka, którą wywołał

Wyniki tego startu wciąż należą do najwyższych, jakie kiedykolwiek osiągnął komiks zeszytowy. Pierwszy zeszyt rozszedł się w około 2,5 miliona egzemplarzy, co czyni go jednym z najlepiej sprzedających się komiksów wszech czasów. Rząd wielkości nieosiągalny na dzisiejszym rynku.

Ta suma nie pochodzi z jednego nakładu. Marvel wypuścił okładkę w kilku wersjach: edycję ze srebrnym tuszem w nakładzie około 1,2 miliona, srebrny wariant w folii w nakładzie 125 000, zieloną edycję kioskową w nakładzie 800 000, wersję kioskową w folii w nakładzie 125 000, oraz dodruki. Mechanika jest tu wyłożona wprost: skłonić tego samego czytelnika, żeby kupił ten sam odcinek kilka razy.

Początek ery spekulacji

To właśnie ten mechanizm czyni z tego startu punkt zwrotny. Wielokrotne okładki, napompowane nakłady i przekonanie, że komiks jest lokatą, a nie lekturą, zadomawiają się dokładnie wtedy. Bańka, która po tym nastąpi, wypełni początek lat 90., zanim gwałtownie nie pęknie, zabierając ze sobą część sieci specjalistycznej dystrybucji.

Drugi efekt jest przemysłowy. Umocniony tym sukcesem McFarlane odchodzi rok później z Marvela wraz z sześcioma innymi gwiazdorskimi rysownikami, żeby założyć Image Comics — strukturę, w której autorzy zachowują prawa do własnych kreacji. To zerwanie trwale zmieniło układ sił między wydawcami a twórcami. Dla miejsca postaci w historii Marvela ten epizod jest kamieniem milowym równie ważnym jak same wyniki sprzedaży.

Warto natomiast dorzucić słowo ostrożności co do tego, czego te liczby nie mówią. Dwa i pół miliona sprzedanych egzemplarzy nie oznacza dwóch i pół miliona czytelników: znaczną część kupiły podwójnie albo potrójnie te same osoby, a inna część nigdy nie opuściła foliowej koszulki. Porównywanie tej sumy z dzisiejszą sprzedażą ma więc ograniczony sens. To, co po bańce zostało, to rynek gadżetów, który już nigdy się nie zamknął — od figurek kolekcjonerskich po kubki.

Czy warto dziś czytać Torment?

Odpowiedź zależy wyłącznie od tego, czego szukasz. Jeśli chcesz solidnej intrygi, postaci, które się zmieniają, i satysfakcjonującego zakończenia, istnieją znacznie lepsze punkty wejścia — nasz wybór komiksów na start z uniwersum proponuje ich kilka, a przegląd wielkich cykli fabularnych umieszcza każdy z nich w chronologii.

Jeśli natomiast interesuje cię historia medium, ten cykl jest dokumentem. Pokazuje dokładnie ten moment, w którym w komiksie masowym obraz bierze górę nad opowieścią, a rynek przechyla się w stronę spekulacji. Można uznać efekt za nieudany i jednocześnie uznać jego wagę: oba sądy współistnieją u większości czytelników i to właśnie czyni tę lekturę ciekawą.

Czym to kontynuować

Żeby zostać w tej samej graficznej stylistyce, cykl Planet of the Symbiotes przedłuża czarną estetykę tamtego okresu. Żeby zrozumieć, jak postać przechodzi przez dekady, nie zastygając, Spider-Man: Life Story daje dokładne przeciwieństwo: opowieść, w której wszystko jest konstrukcją narracyjną. A jeśli chodzi o drugi wielki cykl skupiony na łowcy, Hunted podejmuje wątek Kravinoffów, natomiast nieścisłości w wielkich sagach porządkują kilka legend. Lizard pozostaje jednym z nielicznych złoczyńców, którzy istnieją równie dobrze w figurkach złoczyńców, jak i na koszulkach.

KOSZULKI

T-Shirt Spider-Man Vintage

Koszulka Spider-Man Vintage

Retro grafika z lat 90. na grubej bawełnie: prosty krój, który sprawdzi się i na konwencie, i na co dzień.

34.90 €

Zobacz →

Miejsce McFarlane'a w linii rysowników

Żeby zmierzyć, co ten cykl przesuwa, trzeba go umieścić w pewnej sukcesji. Steve Ditko wymyśla w 1962 roku sylwetkę chudą, nerwową, niemal niepokojącą, z pajęczymi pozami już wtedy bardzo rozpoznawalnymi. John Romita Sr. przejmuje po nim w połowie lat 60. i wszystko łagodzi: bohater staje się atletyczny, przystojny, bliższy powieściowemu serialowi niż opowieści o lęku. To właśnie ta wersja zadomawia się na dwie dekady i do dziś definiuje popularny obraz postaci.

McFarlane przychodzi po długim okresie graficznej stabilności. Jego zerwanie nie dotyczy twarzy ani muskulatury, tylko ruchu i materii. Tam, gdzie poprzednicy rysowali człowieka w kostiumie, on rysuje stworzenie. Proporcje się wydłużają, stawy zginają się w nieprawdopodobnych kierunkach, a pajęczyna przestaje być dekoracją i staje się pełnoprawną postacią.

To przesunięcie tłumaczy długowieczność jego wpływu. Trzydzieści pięć lat później większość masowych przedstawień — plakaty, gry wideo, animacja, naklejki i gobeliny — czerpie bardziej z jego gramatyki niż z gramatyki Ditki czy Romity. Kreska w niektórych miejscach się zestarzała; sylwetka nie.

Lizard, przeciwnik wybrany z dobrych powodów

Wybór przeciwnika nie jest przypadkowy. Lizard to jedyny wielki złoczyńca z tego panteonu, który jest jednocześnie potworny i żałosny. Curt Connors to chirurg po amputacji, który próbuje odtworzyć własne ramię, wzorując się na gadach; jego naukowy sukces jest zarazem jego wyrokiem. Każde pojawienie się rozgrywa ten sam dylemat: bohater musi unieszkodliwić stworzenie, ratując zarazem uwięzionego w środku człowieka.

Dla cyklu zbudowanego na atmosferze, a nie na dialogu, to idealny przeciwnik. Lizard nie przemawia, nie wygłasza monologów, nie odsłania swojego planu. On tropi. To uwalnia całe strony, na których opowieść niesie sam rysunek — dokładnie to, co McFarlane chciał udowodnić.

Dlaczego Calypso zmienia układ

Dodanie Calypso w roli lalkarki wnosi jedyny prawdziwy pomysł scenariuszowy tego cyklu. Bez niej Lizard znowu jest zwykłym nieszczęśliwym uczonym. Z nią staje się narzędziem, a opowieść przechyla się ku rytualnemu horrorowi zamiast naukowej tragedii. Postać była związana z otoczeniem, które tworzył Kraven Łowca, co dyskretnie wpisuje cykl w ciągłość, jaką ówcześni czytelnicy potrafili rozpoznać.

Ten rodowód warto prześledzić: klan Kravinoffów wydał od tamtej pory całe potomstwo postaci, od Any po Sashę, aż po ogromny pościg w cyklu Hunted.

Co mówi o tym krytyka trzydzieści pięć lat później

Ocena tych pięciu zeszytów niewiele się zmieniła od ich publikacji i jest zdumiewająco stała: słaba intryga, powtarzalne dialogi, pośpieszne rozwiązanie, ale zapadające w pamięć strony i bezdyskusyjne znaczenie historyczne. Rzadko który cykl zbiera tak zgodne opinie czytelników i komentatorów, także w tym, w czym się nie zgadzają.

To, co zarzuca mu się najczęściej, mieści się w jednym zdaniu: McFarlane pisał jak rysownik. Sceny istnieją po to, żeby umożliwić obraz, nie odwrotnie. Kto podchodzi do komiksu od strony opowieści, widzi w tym wadę dyskwalifikującą; kto podchodzi od strony obrazu, widzi wyzwolenie. Obie lektury da się obronić i to właśnie utrzymuje ten cykl w rozmowie.

Jeszcze jedną rzecz warto postawić jasno, bo wraca ona często w zniekształconej formie: komercyjny sukces tego startu nie mówi nic o jego wartości literackiej i odwrotnie. Te dwa wymiary są niezależne. Mylenie ich to najczęstszy skrót myślowy w dyskusjach o tamtym okresie — na równi z uproszczeniami krążącymi wokół wielkich sag.

Gdzie odnaleźć tę estetykę dzisiaj

Wpływ tamtego okresu czyta się nie tylko w komiksach. Rozszedł się po animacji, po grach wideo i aż po przedmioty. Adaptacje w grach wideo bardzo wcześnie przyjęły pajęcze pozy i włóknisty rysunek pajęczyn; filmom zajęło to znacznie dłużej, co pokazuje przegląd adaptacji kinowych. Spider-Verse ostatecznie uczynił z tego świadomy znak firmowy, doprowadzając deformację do rangi całościowego wyboru graficznego.

Po stronie przedmiotów tamten okres pozostaje jednym z najczęściej wykorzystywanych. Plakaty i gobeliny w kresce retro czerpią wprost z tych plansz, figurki powtarzają niemożliwe pozy, a koszulki i kubki przetwarzają najbardziej rozpoznawalne kadry. Nawet naklejki i maski noszą znamię tych przewymiarowanych oczu, których przed 1988 rokiem nie było.

Dla kogoś, kto poznaje uniwersum przez przedmioty, a nie przez lekturę, to często pierwszy — nieuświadomiony — kontakt ze stylem tamtej epoki. Strona poświęcona uniwersum postaci oraz ta o obsadach pozwalają potem prześledzić wątek wstecz, od pierwotnego rysunku po twarze, które go ucieleśniły na ekranie. A ci, którzy wolą zacząć od samych plansz, znajdą w naszym wyborze lektur na start najpewniejszy punkt wejścia.

Co warto zapamiętać

Pięć zeszytów wydanych między sierpniem a grudniem 1990 roku. Rysownik sam u sterów. Cienka intryga, zapadająca w pamięć atmosfera i graficzne słownictwo, które na trzydzieści lat przedefiniowało sylwetkę postaci. Około dwóch i pół miliona sprzedanych egzemplarzy na samym pierwszym odcinku, rozpętana bańka spekulacyjna i narodziny Image Comics tuż po tym.

Trzy rzeczy tłumaczą, dlaczego wciąż się o tym mówi. Pierwsza to graficzne zerwanie, które przeżyło swojego autora i wciąż kształtuje sylwetkę postaci. Druga to przechył ekonomiczny, który uczynił z komiksu przedmiot spekulacji, zanim stał się lekturą. Trzecia to powstanie Image Comics, zrodzone wprost z tego sukcesu, które trwale zmieniło układ sił między wydawcami a ich autorami. Żadnej z tych trzech konsekwencji nie dało się przewidzieć w sierpniu 1990 roku.

To nie jest najlepsza opowieść o Spider-Manie i nikt tego nie twierdzi. Jest za to jedną z najbardziej brzemiennych w skutki. Żeby zwiedzić resztę galerii, strona o kultowych wrogach oraz ta o Peterze Parkerze dopełniają obraz, a koszulki, naklejki, pluszaki, zestawy LEGO i kubki pozwalają zachować po tym ślad na co dzień.

zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed publikacją

🕸️ Odkrywaj dalej uniwersum Spider-Mana